Pomiędzy wodami Bałtyku i Zalewu Wiślanego wąski skrawek lądu - niecały kilometr lasów, wzgórz poprzecinanych dołami, naznaczonych ścieżkami i prostą rowerową drogą ciągnącą się wzdłuż Mierzei. Piasek przesypywany codziennie między palcami stóp, kilometry wędrówek, czasem zupełnie bez celu. Wyłuskiwane z piasku bursztyny. Niespodziewane spotkanie z nagrobkami wśród pokrzyw, z piszczącą furtką, witającą wysokim dźwiękiem i żegnającą dużo niższym. Frombork - wspomnienie organowego koncertu słyszanego między ceglanym murem i wysokim łukiem okna - tym razem unoszący się nad wodą zalewu, jednocześnie bliski i daleki. Ledwie czytelne napisy nagrobnych inskrypcji, kilka zniszczonych grobowców mocno ukrywanych przez zarośla. Niemieckie litery skłaniały do niszczenia śladów po mennonitach, którzy próbowali przetrwać na tym wąskim pasku zasypywanym przez piasek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz