Translate

niedziela, 23 kwietnia 2023

Słomniki סלומניקי

Dojechaliśmy jeszcze sporo przed zachodem słońca. Wąska droga przez łąki, z daleka widoczne ogrodzenie. Otwieram bramę i wchodzę w ukrytą w trawie mokrą breję. Miejscami sięga niespodziewanie nawet powyżej kostek. Nie sposób ją ominąć. Trudno uwierzyć, że kiedyś w tak mokrym miejscu ulokowano bejt olam, na którym przecież od XIX wieku chowano zmarłych, choć nie został po tym żaden ślad na powierzchni ziemi. Prędzej przychodzi do głowy myśl, że albo zepsuto coś w melioracji, albo ślady kół dużego samochodu znaczące teren działki mogą pochodzić od pojazdu, który tę mokrą breję może tu przywozić. W grząskim gruncie nie znajdują solidnego oparcia płyty postawione tu w roku 1998. Ich rząd chwieje się już, pochyla w różne strony. "Cmentarz cmentarza" myślę próbując znaleźć jakiś ślad po przedwojennych pochówkach. Być może skrawek kamienia między trawą. Przedzieram się przez kępę krzaków zajmujących środek działki i odkrywam mniejsze ogrodzenie wydzielające kawałek przestrzeni pod samym płotem. Mam szczęście, że rośliny dopiero kiełkują. Nie zdążyły zakryć głazu z tablicą. Ale i on postawiony został już po wojnie. Kładę kamień i przez krzaki i bagno wracam do drogi. Szybko przebieram buty.

„Przyjechaliśmy do Słomnik. Spędzono nas na łąkę i obstawiono policją polską, niemiecką i baudienstami, Tego samego dnia spędzono tu Żydów ze Słomnik, Skały, Proszowic. Było nas około 15 tys. Nocowaliśmy na łące. Nazajutrz dano nam żywność. Odbywało się to w ten sposób, że Niemcy rzucali do tłumu chleb. Było to robione celowo. Żydzi wydzierali sobie chleb, a Niemcy bawili się widokiem głodnego tłumu. W nocy strzelali do tłumu. Kazali wykopać dół, w którym kobiety i mężczyźni załatwiali potrzeby naturalne. Kto nie zdołał się docisnąć tego Niemcy strącali do rowu. Stłoczono nas na małej przestrzeni, o leżeniu nie było mowy. Nieludzka męka trwała pięć dni. Po 5-ciu dniach zjawił się SS-man z Arbeitsamtu, który wyeliminował młodych mężczyzn do pracy. W pewnym momencie zbliżył się do mnie. Byłem z żoną i dzieckiem i prosiłem, żeby mi pozwolił iść z żoną. Na to uderzył mnie kolbą i kazał mi stanąć w szeregu. Rozdzierające sceny rodzin. Skazańców pognano w stronę stacji, a na drodze wciąż strzelano. Na łące pozostawili kilkadziesiąt mężczyzn i kobiet, by zabawić się ich kosztem. Mężczyznom kazali ubrać kitle i tałesy, modlić się klęcząc i robili zdjęcia. Potem załadowano ich na furmanki i za łąką rozstrzelano. Następnie pognano moją grupę na stację. Na drodze były kałuże krwi. Buty miałem ubrudzone w krwi ludzkiej. Na stacji zastaliśmy załadowane wagony. Przez okienka widać było przerażone twarze Żydów. Błagali o wodę. Judenrat przywiózł beczkę wody, ale Niemcy nie pozwolili nawet zbliżyć się do skazańców. Z wagonów dochodziły wciąż krzyki; „wody” i płacz dzieci.”

(https://gwzkrakow.pl/2022/09/02/80-rocznica-zaglady-zydow-w-slomnikach/)

















Proszowice Прошовице פרושוביצה

Ogrodzenie cmentarza widoczne jest już z oddali, z drogi od strony Krakowa. Jednak z bliska zasłonięte zostało przez zwały ziemi i maszyny budowlane. Przy samym płocie trwa budowa drogi. Zastanawiam się w którym miejscu kończył się cmentarz. Kiedyś miał kształt trapezu i powierzchnię o wiele większą - nie trzynaście arów, a prawie czterdzieści. Przejście przez teren budowy jest niemożliwe, trzeba skrajem pola. Pod nogami widzę kilka płaskich kamieni bez śladów inskrypcji. Może to "zęby ziemi"? Mogą to też być resztki po zniszczonych nagrobkach.

Kilkanaście znalezionych macew wkomponowano w lapidarium usytułowane w pobliżu cmentarnej bramy. W niedzielę klucz będący w dyspozycji miejscowego urzędu jest nieosiągalny. Ażurowe ogrodzenie umożliwia wykonane kilku zdjęć. Tyle zostało po ponad 30% mieszkańców gminy. 

Po powrocie odszukałam mówioną opowieść: 

Piotr Kopeć opowiada

Ponoć część macew Niemcy wykorzystali przy umacnianiu Szreniawy w okolicach budowanej przez nich rzeźni. Dotąd nikt tego nie sprawdził?


































Nowy Wiśnicz beit chaim וישניצה בית החיים

Za współczesną metalową bramą wznosi się góra poprzecinana wzdłuż rzędami macew. Pojedyncze kamienie widać z dala między nią a płotem. Te zostawiam na koniec. Wędruję wzdłuż płotu w stronę drogi, bo tam wzniesienie wydaje się być bardziej dostępne. Trafiam chyba na najstarsze macewy na skraju stromej skarpy. Niebezpiecznie blisko osuwiska. Światło i cisza niedzielnego przedpołudnia. Piękne ornamenty kamieni: ptaki, kwiaty, rozety, plecionki... Przez godzinę biegam góra - dół, góra - dół. Dom życia. Są miejsca, gdzie zdaje się wyłaniają się kamienie, które prawdopodobnie przysypano ziemią, by postawić na nich nowe. Kiedyś gęsto tu było od kamieni. Dziś widać puste place. Z płyt znalezionych w innych miejscach zbudowano pomnik nieopodal współcześnie wzniesionego ohelu. Ale było ich o wiele więcej. Może kiedyś niektóre wrócą do domu.