Translate
czwartek, 18 maja 2023
Wałcz Deutsch Krone Muzeum Ziemi Wałeckiej וואלץ'
Piła Schneidemühl jeniecki cmentarz choleryczny
Samo południe. Zapach sosnowego, rozgrzanego lasu. Śpiew ptaków. Odcień zieleni obecny jedynie przez krótki czas pomiędzy wiosną a latem. Piaszczysta droga wijąca się między drzewami. W nawigacji ktoś błędnie wyznaczył dwa miejsca. Gdyby nie jedyny drogowskaz w środku zarośli, ominęłabym dróżkę odchodzącą w głąb lasu.
Drewniane ogrodzenie na końcu ścieżki w nierównym owalu mieści w środku kuty płot opasujący pomnik. Choć od I wojny minęło 100 lat, teren jest zadbany i uporządkowany. Świeże znicze. Zapalam kolejny. Dopiero obchodząc metalowe ogrodzenie za pomnikiem dostrzegam tablicę z opisem.
Widać ręce, które troszczą się o miejsce spoczynku niemal 150 osób, pierwszych ofiar utworzonego na wojskowym placu ćwiczeń obozu jenieckiego, w którego barakach stłoczono ostatecznie 45 tys. osób różnych narodowości i wyznań.
Piła Schneidemühl beit awot בית האבות
Płot i bramka. Drzewa odbijające się w gładkiej tafli kamienia poznaczonego delikatnymi rządkami liter. Pomnik upamiętniający obecność pilskiego cmentarza oraz żydowskich mieszkańców miasta znajduje się za płotem szkoły policji. I choć od ulicy prowadzi do widocznego przez płot pomnika bramka, jest ona zamknięta. Podany telefon nie odpowiadał. Znalazłam więc biuro przepustek. I choć tego dnia nie było odpowiedzialnego za miejsce cmentarza pracownika, to natychmiast zainteresowały się moją prośbą dwie osoby. W efekcie teren szkoły zwiedziłam, bez podań, próśb i czekania, z człowiekiem z ogromną wiedzą nie tylko na temat historii samej szkoły, ale i szeroko rozumianej okolicy. Ogromnie dziękuję za wskazówki i interesującą opowieść. I o 10 punktów więcej do wszechmocności w oczach pewnej młodej kobiety.
niedziela, 14 maja 2023
Jordanów wiosną יורדאנוב
Odwiedziliśmy Jordanów zimą. Biała pokrywa śniegu nienaruszona przed naszym wejściem, tworzyła niezapomniany nastrój, ale też przekonana byłam, że przykrywała wiele rzeczy. Dlatego starałam się dotrzeć tam ponownie. Zanim urośnie trawa i pokrzywy.
I znów cisza. Przedwieczorna. I samotne kamienie. Jednak widać ślady pracy człowieka. Posklejane macewy, któraś przykryta, by ochronić świeżą pracę. Przywołuje z pamięci Nike z Samotraki, której utrącono drugie skrzydło. Teren kaźni, teraz odgrodzony taśmą. Pod darnią ciągle jeszcze ślady macew ukrytych przed wzrokiem. Zrujnowane obmurowania pomników. Rządki wgłębień rozmieszczonych regularnie. Złote litery odnowionego nagrobka. Kamienie troskliwie ułożone na kilku macewach.
Przed murem śmieci rozwiewane z pojemnika. Rozjeżdżone błoto, przez które wracamy do samochodu. Nie ma nawet ścieżki od głównej drogi czy od parkingu przy stacji benzynowej. Choć cmentarz, gdy wie się o jego obecności, jest doskonale widoczny podczas jazdy asfaltem. Solidny mur opada wzdłuż zbocza pagórka chroniąc ciszę i spokój.
Jordanów jest dla mnie wyjątkowy. Nieopodal urodził się mój dziadek, wcześniej pradziadek. Niewiele wiem o tej gałęzi rodziny. Sześć imion: Józef, Jan, Helena, Regina, Stanisław, Marianna. Próbuję trafić na ich ścieżki. Czy któraś prowadzi tutaj?






















































































































