Wieczorna rozmowa o krakowskich nekropoliach przynosi nieoczekiwaną informację: "Wiesz, że w Krakowie jest sześć kopców"?
Nie istnieje już znany z pisanych źródeł, usypany w XIV wieku Kopiec Esterki. Został bezpowrotnie zniszczony w latach 50. XX wieku. Nie ma już także kilkumetrowej wysokości Kopca Wawelskiego, powstałego najprawdopodobniej na przełomie VII i VIII w. n.e. na Wzgórzu Wawelskim. Zlikwidowano go na początku XIX w. Zniknął także usypany w okresie zakładania Plant, na początku lat 20. XIX wieku, Kopiec Rzeczypospolitej Krakowskiej. W 1874 r. na jego miejscu postawiono pomnik jednego z inicjatorów powstania Plant - Floriana Straszewskiego.
Najstarsze są kilkunastometrowe kopce Krakusa i Wandy, powstałe prawdopodobnie w pierwszym tysiącleciu naszej ery. Dużo młodszy i najbardziej popularny jest ponad trzydziestometrowy kopiec Tadeusza Kościuszki, którego rozpoczęto sypać 16 października 1820 r., a zakończono 3 lata później. Największy z kopców, Kopiec Józefa Piłsudskiego, zaczęto tworzyć 6 sierpnia 1934 r., w dwudziestą rocznicę wymarszu z Krakowa I Kompanii Kadrowej Legionów. Złożono w nim ziemię ze wszystkich pól bitewnych I Wojny Światowej. Najmłodszy, siedmiometrowy kopiec Jana Pawła II, jest pamiątką VI pielgrzymki Papieża do Polski.
A jednak jest jeszcze jeden, którego nie wymienia się zazwyczaj w tej litanii. Kopiec Lutrów, nazywany też Kopcem Arian. Pierwotnie był cmentarzem, założonym przed 1626 przez kalwińską rodzinę Żeleńskich, właścicieli Łuczanowic. W 1593 Stanisław Żeleński wybudował tam murowany grobowiec, który stał się zaczątkiem późniejszego cmentarza Arian. Na nim w roku 1787 Marcjan Żeleński usypał wysoki na ok. pięć metrów kopiec.
Dojeżdżamy, trochę krążąc po okolicy - nawigacja uparcie kieruje do Dworu Żeleńskich. Kopiec nie jest jednak położony w jego bezpośrednim sąsiedztwie. W końcu ulicami, które w nawach odwołują się do niekatolickiej przeszłości miejsca, trafiamy. Jeszcze niedawno kopiec musiał pięknie rysować się na tle pól. Otacza go jednak coraz więcej nowych domów. Dzięki położeniu na podkrakowskim przewyższeniu rozciąga się z niego szeroka panorama na Hutę, Kraków i majaczące w tle pasma górskie. W bezchmurny marcowy dzień oskrzydlające kopiec leciwe drzewa pęknie rysują się na tle błękitu. Jakby tworzyły ochronny kordon nad powierzonymi im kamieniami. Szczątki ludzkie przeniesiono w inne miejsce, teraz tylko kamienie opowiadają historię niezwykłej nekropolii. Cisza, bezkres przestrzeni i przyroda powoli budząca się do życia. Pachnie świeżo zaoraną ziemią ogrzaną słońcem. Krążę wokół usypiska oczarowana ascetyzmem kolorów i czystym rysunkiem bezlistnych gałęzi. W drodze powrotnej do auta mijam nabrzmiałe pąki magnolii.



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz