Za współczesną metalową bramą wznosi się góra poprzecinana wzdłuż rzędami macew. Pojedyncze kamienie widać z dala między nią a płotem. Te zostawiam na koniec. Wędruję wzdłuż płotu w stronę drogi, bo tam wzniesienie wydaje się być bardziej dostępne. Trafiam chyba na najstarsze macewy na skraju stromej skarpy. Niebezpiecznie blisko osuwiska. Światło i cisza niedzielnego przedpołudnia. Piękne ornamenty kamieni: ptaki, kwiaty, rozety, plecionki... Przez godzinę biegam góra - dół, góra - dół. Dom życia. Są miejsca, gdzie zdaje się wyłaniają się kamienie, które prawdopodobnie przysypano ziemią, by postawić na nich nowe. Kiedyś gęsto tu było od kamieni. Dziś widać puste place. Z płyt znalezionych w innych miejscach zbudowano pomnik nieopodal współcześnie wzniesionego ohelu. Ale było ich o wiele więcej. Może kiedyś niektóre wrócą do domu.
























































































































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz