Droga na Sałasz prowadziła kolejami losu przez Wieliczkę, wyjechałam więc wcześniej, by w spokoju odwiedzić cmentarz na Grabówku. Pierwsza wizyta związana była z uroczystościami, w których wzięło udział wielu ludzi. Chciałam go więc zobaczyć w bardziej kameralnych warunkach. Od razu pierwsze zaskoczenie - skupiona na uroczystościach nie zauważyłam, że wielicko-klśnieński beit kwarot jest tak rozległy. W sierpniu musnęłam go zaledwie. Zatem postój trwał dłużej niż oczekiwaliśmy.
Nieogrodzony teren cmentarza stał się dla okolicznych mieszkańców parkiem, przecinająca go ścieżka stanowi zapewne wygodny skrót dla rowerzystów. Widzimy też parę z psem. Wczesną wiosną teren nie jest jeszcze zarośnięty, dostrzec można więc zrujnowane fragmenty obmurowań grobów oraz kilkadziesiąt macew. Dwadzieścia siedem z nich opisała Fundacja Dokumentacji Cmentarzy Żydowskich w Polsce w swojej bazie nagrobków
Piękno wiosennego poranka, młoda zieleń i kwitnące drzewa owocowe i kwiaty. Cień starodrzewu. Ostre światło wydobywające litery. Zapach. Gładzę ciepłe już od słońca kamienie dłonią, by odsłonić fragmenty inskrypcji. Dwadzieścia siedem żyć nazwanych po imieniu. Wiele bezimiennych kamieni, których nie liczyłam. Niemal tysiąc zamordowanych osób w masowych grobach. Suche liście wyzierające spod młodych pędów.







































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz